wtorek, 15 stycznia 2008

Na uniwersytecie nie chcą Benedykta XVI

Na rzymskim Uniwersytecie La Sapienza miał przemawiać obecny papież Benedykt XVI. W sumie nic dziwnego, zwłaszcza dla mieszkańca kraju nad Wisłą. Gdzie kler jest częstym gościem we wszelkim możliwych miejscach. Tak, że każdą większą budowę kropi co najmniej biskup. Ale wracając do tematu. Wykładowcy i studenci, przypomnieli sobie dawną wypowiedź papieża. Benedykt XVI, wtedy jeszcze znany jako kardynał Ratzinger, stwierdził, że proces Galileusza generalnie był słuszny i usprawiedliwiony.

Galileusz, ja wszyscy wiemy, miał nieszczęście głosić powszechnie dzisiaj znaną prawdę. A instytucja, która może się poszczycić rekordową ilością proroków, wizjonerów i innych głoszących objawione prawdy osobników - nie widziała że Galileusz ma rację. Tak na marginesie, czy to nie ciekawe, że miliard ludzi przyjmuje za absolutną prawdę nauki organizacji i ludzi, którzy jak uczy historia mylili się bardzo często. To tak jak z wiarą w koniec świata oparty na kalendarzu Majów. Całkiem spore grono ludzi, wierzy że koniec świata nastąpi 2012 roku, bo wtedy kończy się kalendarz Majów. Współczesna nauka nic nie mówi tak bliskiej apokalipsie. Mimo to ludzie wierzą w majaki cywilizacji, która nie potrafiła nawet wynaleźć koła(!).

Ale odszedłem od tematu. Studenci i wykładowcy wizyty Benedykta sobie nie życzą. Co poniektórzy przecierają sobie oczy ze zdumienia.  Jak można nie chcieć wizyty "wspaniałego" człowieka? Heh!
Pusty śmiech mnie ogarnął, kiedy czytałem pełen oburzenia artykuł jakiegoś księdza, który przekonując jaki to z B16 wspaniały naukowiec, człowiek i generalnie święty człowiek, że nie do pomyślenia jest, że ktoś nie życzy sobie jego wizyty.

Cóż, studenci i wykładowcy krakowskiego Ignatianium, raczej szczęśliwi by nie byli, gdyby taki Dawkins miał u nich wystąpić z odczytem. Tematem to którego, byłaby oczywista prawdziwość i moralna przewaga ateizmu.

I się kręci...

Witam ponownie po kilkutygodniowej przerwie. Przez jakiś czas nie pisałem, a działo się w kraju nad Wisłą, o działo.

Po pierwsze, Prawo i Sprawiedliwość poszło na zasłużoną polityczną emeryturę. Myślę, że to początek równi pochyłej po której będzie się staczało poparcie dla tej partii. Genialny strateg jakim okrzyknięto Jarosława Kaczyńskiego się przeliczył. Do chwili, kiedy większość społeczeństwa bojkotowała wybory, wychodząc z (w pewnym stopniu słusznego) założenia, że ich głos ma tak małe znaczenie, że nie warto ruszać się z kanapy - mógł robić, mógł mówić co mu ślina na język przyniosła. Zaprzyjaźnione media i tak podały to w strawnym dla bezkrytycznych umysłów sosie. Ale w końcu przesadził, i zrobił to czego niby  wszyscy politycy by chcieli, ale każdy się boi - zmobilizował wyborców by poszli do urn.

Wynik jaki jest wszyscy widzą. Dobry nie jest, bo obowiązująca w Polsce ordynacja wyborcza uniemożliwia dobry skład Parlamentu. Dla mnie pierwsze dni po wyborach, to jak powiew świeżego powietrza. Tusk nie jest może politykiem wybitnym, ale jego sposób wypowiadania się w mediach niczym nie przypomina plucia żółcią na prawo i lewo, co z uporem wartym lepszej sprawy uprawiał jego poprzednik na premierowskim stolcu.

Może kilka słów o obecnym premierze. Wydaje się, że jest bardziej liberałem niż konserwatystą i dodaje to otuchy. Ale tylko na początku. Podczas wyborów prezydenckich okazało się, że państwo Tuskowie, nie mają ślubu kościelnego, jak dla mnie to zaleta, ale najwyraźniej sztab doradców skalkulował, że Polacy wolą polityka "jak Bóg przykazał", i Tusk pognał do Kościoła. Wcale się nie dziwię, że wyborcom nie spodobało się takie kombinatorstwo.

Ale! Błędy z kampanii prezydenckiej poszły już w zapomnienie. W ostatnich wyborach Tusk wygrał prawie wszystko co było do wygrania. Z takim posłusznym koalicjantem jakim jest PSL nie musi wcale mieć większości w Sejmie. Zrobi co będzie chciał.

Niestety, jak to zwykle w Polskiej polityce bywa - po początkowej nadziei na poprawę, pojawiły się pierwsze rozczarowania. Tusk nie chce zadzierać z Kościołem. Nie chce podejmować spraw trudnych i kontrowersyjnych. Nie chce głębokich zmian.

Najlepszym przykładem jest tu in vitro. Wraz z kolejnymi biskupami, grzmiącymi z ambony, topniała pewność się siebie rządu. W końcu, nieudolnie próbując wyjść z twarzą z tej sytuacji, okazało się że na takie luksusy jak in vitro nie ma pieniędzy...

Szkoda. Szkoda, że wszystko toczy się wg starych reguł. Śmierdzące kupki, zamiast uprzątnąć są skrzętnie omijane. Mam wrażenie, że ośmielając się w końcu zadawnione sprawy załatwić, można zyskać o wiele więcej niż siedząc cicho.


środa, 17 października 2007

Państwo wg PiS - nietykalny ksiądz

Ksiądz prymas kardynał Józef Glemp został szczegółowo skontrolowany na lotnisku. Co to znaczy szczegółowa kontrola? Ponieważ nie może przechodzić przez bramki, został wzięty na bok a pracownik ochrony z ręcznym elektroniczny wykrywaczem metalu sprawdził, czy wszystko jest w porządku.

Zam wielokrotnie przechodziłem taką procedurą. Z tą różnicą, że przechodziłem wcześniej przez bramkę. Często zdarzało się, że trzymając spodnie w garści (pasek z metalową sprzączką musiałem zdjąć) byłem sprawdzany przez funkcjonariusza straży granicznej, czasami  łącznie z dokładnym sprawdzeniem, czy nie przenoszę czegoś w skarpetkach.

Czy moja godność została naruszona? Wydaje mi się, że nie. Wiem czego mogę się spodziewać na lotnisku, i akceptuję to. Faktem jest, że nasze służby odznaczają się dziwną nadgorliwością, bo np. w Wielkiej Brytanii cała kontrola zakończyła się po jednokrotnym przejściu przez bramkę. Z relacji znajomych, dowiedziałem się, że jeszcze skrupulatniej niż u nas - sprawdzają służby na lotniskach w USA.

Wg mnie jak mają sprawdzać, to niech sprawdzają, byle kontrola dotyczyła wszystkich. Bez świętych krów, które mogą się ślizgać ponad plebsem.

Uczciwie muszę przyznać, mimo mojej niechęci do kleru, że Józef Glemp jakoś nie narzekał, nie uniósł się wzburzeniem, żądając ukarania winnych. Jak donosi Gazeta Wyborcza ( tu) Najbardziej wzburzony całą sytuacją był obecny przy całej sytuacji poseł PiS Joachim Brudziński, który szybko zatelefonował Roberta Krupowicza - wojewody zachodniopomorskiego. Który to natychmiast skontaktował się z dyrekcją lotniska. Dyrekcja, jak wiadomo, zwolniła dwóch pracowników odpowiedzialnych za "upokorzenia" prymasa. Co ciekawe, nie udało się wyśledzić osoby, która wydała polecenie zwolnienia pracowników. Dyrektor lotniska przyznał że był to jeden ze współwłaścicieli, ci zaprzeczają...
 
 
 


 

wtorek, 9 października 2007

Głód cudów

Na warszawskim Okęciu, na drzewie,  z miejsca gdzie ucięto konar, słoje tegoż w połączeniu z wyciekającym sokiem zaczęły przypominać wizerunek Matki Boskiej.

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34882,4542219.html

Rzecz oczywista, przed drzewem zaroiło się od kwiatów zniczy, świec oraz żarliwie się modlących emerytów.
Heh. A jeszcze niedawno się śmiałem z jakiegoś Amerykanina, który zapłacił pokaźną sumkę, za Matkę Boską na toście.



piątek, 5 października 2007

Kreacjonizm to nie nauka

Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy (ZPRE) zwróciło się do instytucji oświatowych, by ostro sprzeciwiły się próbom przedstawiania kreacjonizmu jako dyscypliny naukowej.

Wirtualna Polska
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,wid,9267067,wiadomosc.html

Po wybrykach Giertycha seniora, i coponiektórych członków LPR, taki apel może się okazać potrzebny.
Ale nie wiem, czy zmieni cokolwiek w Polsce, gdzie stołki w instytucjach oświatowych obsadzone są przez posłusznych pretorian władzy, których jedynym zmartwieniem jest to, jak przetrwać kolejną zmianę warty w Sejmie.

Zadziwiają mnie próby podciągnięcia takich potworków jak teologia (nie mylić z religioznawstwem!) czy właśnie kreacjonizm do rangi "dyscypliny naukowej". Jak "dyscypliną naukową", może być nauka w której znajduje się jedno nienaruszalne twierdzenie - "Istnieje Bóg", a treścią tejże nauki jest okrywanie działać i intencji tej tajemniczej istoty. Równie dobrze mógłbym stwierdzić, że wszechświat jest sterowany przez koty, które nieświadome co prawda, ale kierują od tysięcy (tak, tysięcy. Przed 10465 laty wszechświat został stworzony przez Mruczusia - burego kocura, macie jakieś dowody aby temu zaprzeczyć?) lat losami całego uniwersum. Uznam to za podstawę, pójdę kilka kroków naprzód i stwierdzę że nigdy nie pojmiemy co kryje się za niedoścignioną gracją kocich ruchów, powinniśmy tylko obserwować i zgadywać co nam zgotują te sympatyczne futrzaki. Będę nagłaśniał zbiegi okoliczności które potwierdzą moje nauki, oraz ignorował zdarzenia zaprzeczające. Zawsze mogę stwierdzić, że w związku z kocią nieprzewidywalnością nie jesteśmy w stanie pojąć ich działań i intencji. I tak dalej, i tak dalej. Teraz mogę zabrać się do pisania. Mogę opisać sprzeczne z prawami natury przypadki użycia kocich mocy, opakować to wszystko w odpowiednią oprawę i mam cały ceremoniał gotowy! Kolejna religia już czeka na swoich wyznawców. Zbierzmy ich trochę, i możemy atakować oświatę. Będziemy nauczać Felinologii w szkołach, odmowa wiąże się z obrazą naszych uczuć religijnych, z pewnością coś damy radę ugrać.

Jakichkolwiek bzdur by jakiś religijny fanatyk nie nauczał, ludzie wcale nie są skłonni ich odrzucić. Jakieś 80-90 procent (liczba wynikająca z mojej oceny, nie poparta żadnymi badaniami) w coś wierzy. Odrzucenie wiary innych, obnażenie jej braku logiki, czy bezsensu deprecjonuje także ich wiarę. Mamy więc taki klub wzajemnej adoracji - istnieją obok i (przynajmniej udają że) się szanują. Mimo, że głoszą zupełnie inne, sprzeczne często prawdy.

piątek, 14 września 2007

3 lata za "kutasa"

23-latek z Cieszyna, który przy pomocy amatorskiego programu do pozycjonowania połączył słowo "kutas" z prezydentem Lechem Kaczyńskim może spędzić trzy lata w więzieniu - pisze "Gazeta Wyborcza".

Gdzie tu wolność słowa? Ten młody informatyk może spędzić w więzieniu kilka lat, tylko dlatego, że nieszanowana przez prawie nikogo władza stara się wymusić szacunek do siebie za pomocą paragrafów i groźby więzienia.

Uważam, że wolność słowa może mieć tylko jedno ograniczenie - nawoływanie do przemocy, poza tym nie powinno być żadnych ograniczeń. Nawet największy idiota posiada jakieś poglądy, i powinien móc je wygłaszać.

Jeśli uważa, że w Oświęcimiu wcale nie mordowano ludzi, jeśli uważa prezydenta Kaczyńskiego za "kutasa", czy kpi z religijnych dogmatów - to nie ma znaczenia. Dopóki nie nawołuje do dokonania krzywdy na kimś, to powinien mieć prawo do wygłaszania swoich poglądów. Bez znaczenia jak bardzo są bezsensowne, i ilu osobom się nie spodobają.

Uważam, że obecnie w Polsce nie ma czegoś takiego jak wolność słowa. Osoba wygłaszająca swoje poglądy, powinna uważać czy nie obrażają one prezydenta, albo czyichś uczuć religijnych (jakby były one ważniejsze od innych uczuć). Za taką obrazę można powędrować za kraty.

poniedziałek, 10 września 2007

Kurski zmiażdżony

Krótki film, pokazujący jak Roman Giertych po kolei punktuje kłamstwa posła Kurskiego.
Nie jestem fanem Romana Giertycha, wręcz przeciwnie, ale trzeba mu przyznać, że to wystąpienie z sejmowej mównicy mu się udało.

czwartek, 6 września 2007

Statut Warszawy z odwołaniem do Boga


Rada Warszawy przyjęła projekt statutu miasta. Na pierwszym po wakacjach posiedzeniu radni przegłosowali m.in. poprawki przywracające preambułę z odwołaniem do Boga, co budziło największe wśród nich kontrowersje. Teraz dokument trafi do uzgodnień z premierem.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,9182777,wiadomosc.html

Oczywiście wierzący nie widzą tu problemu. Wszak zgadza się to z ich światopoglądem. Nieważne, że instytucje państwowe. Ba! Całe państwo utrzymywane są z podatków wszystkich obywateli, nie tylko tych wierzących. 

Zbójeckie prawo silniejszego.

Zasady obowiązują

Jeszcze kilka dni temu, cała Warszawa była obwieszona plakatami na których można było zobaczyć Jarosława Kaczyńskiego i dumny napis: Zasady obowiązują

Dla przypomnienia zasad pana Kaczyńskiego, wklejam znalezioną w internecie mała listę obietnic pana K.

1. Nie będę premierem, gdy mój brat będzie prezydentem
2. Nie będzie koalicji z Samoobrona
3. Cieszę się, ze będę na pierwszej linii walki z Samoobrona (J).    
4. My w kolejnej kompromitacji i w otwieraniu Samoobronie drogi do władzy w Polsce uczestniczyć nie będziemy
5. Nie poprzemy nikogo z wyrokiem sadu lub przeciwko komu toczą się sprawy sadowe. To jest sprzeczne z ideałami PIS
6. W-ce minister sprawiedliwości nie ścigał i nie osadzał w wiezieniu działaczy opozycji w latach 70
7. Wybudujemy trzy miliony mieszkań.    
8. Wprowadzimy szybko niższe podatki.    
9. Wycofamy wojsko polskie z Iraku.    
10. Prawie 200 km autostrad w 2006, to nasza zasługa.    
11. Tylko 6 km autostrad w 2007, to wina SLD.    
12. Marcinkiewicz, to premier na całą kadencje.    
13. Pomożemy Stoczni (UE chce zwrotu 4 mld).    
14. Zredukujemy administrację państwową
15. W rządzie nie będzie byłych członków PZPR.

wtorek, 4 września 2007

Ciekawy wywiad

Na stronach Racjonalisty znalazłem bardzo ciekawy wywiad, gorąco polecam.

http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,5545

A tu fragment:

.Ł.: Z jakimi szykanami ze strony kolegów spotkał się pana niechodzący na religię syn?

Cz.G.: Wyszydzanie, wyśmiewanie się z syna, podważanie jego moralności, przyrównywanie go do różnych istot z dogmatów religijnych, wyszydzanie dziecka i jego rodziców, podważanie jego człowieczeństwa, ataki na jego cielesność, molestowanie i dokuczanie psychiczne, prowokowanie dyskusji religijnych, brak akceptacji i zrozumienia współuczniów, przyklejanie etykiet (jehowy, komunista, żyd itd.), topienie garderoby w klozecie szkolnym.



czwartek, 30 sierpnia 2007

Indeks ma się dobrze

Pewnego dnia wędrując między półkami zapełnionymi książkami w warszawskim Empiku, mój wzrok padł na okładkę ozdobioną malowniczym wizerunkiem demona, okładkę książki pod tytułem "Uczeń Czarnoksiężnika" autorstwa nieznanego mi wcześniej Witolda Jabłońskiego. Przez chwilę przyglądałem się książce, następnie wzruszyłem ramionami, i poszedłem dalej. Parę tygodni później w internecie znalazłem kilka histerycznych recenzji ww. książki. Recenzenci prześcigali się w oskarżaniu autora o promowanie satanizmu, okultyzmu, homoseksualizmu i postaw antykościelnych. Zaintrygowany, książkę (i następne części, bo w międzyczasie wyszedły kolejne pozycje, jak się okazało całego obszernego cyklu) zamówiłem i przeczytałem. Po przeczytaniu wszystkich książek zrobiłem "autolustrację", w celu sprawdzenia jak na mnie podziałała owa "promocja". Stwierdzam, że nie poczułem nagłej chęci czczenia Szatana, rzucania klątw, czy wywoływania duchów. Na innych mężczyzn nadal patrzę w sposób daleki od podniecenia, a mój stosunek do instytucji Kościoła Katolickiego dalej pozostał taki sam (faktem jest, że jest on mocno krytyczny).

Kilka miesięcy temu prokuratora zastanawiała się, czy oskarżyć właściciela księgarni internetowej o propagowanie ustroju totalitarnego. W księgarni można było zakupić  "Mein Kampf" Adolfa Hitlera. Za ww. przestępstwo grozi kara 2 lat pozbawienia wolności.
Obecnie, w sądowych salach pojedynkuje się przedstawiciel rządu Bawarii, z "Wydawnictwem Książek Niezwykłych XXL", wydawnictwo oskarżone jest o naruszenie praw autorskich. Prawa do dziełka Hitlera posiada wspomniany rząd Bawarii, i nie byłoby nic dziwnego w tym że o nie walczy, gdyby nie to, że nikomu nie pozwala wydawać "Mein Kampf" i nie ma żadnej możliwości, aby książka legalnie pojawiła się w księgarni.

Przyznam się, że jestem posiadaczem egzemplarza tej książki. Kupiłem ją w zwyczajnej osiedlowej księgarni. Opatrzona została odpowiednim komentarzem historyka, w jednoznaczny sposób dystansującym motywy wydawcy od promowania nazizmu.

Jak mi się wydaje, zakaz dystrybucji powstał na skutek troski jaką wykazują przedstawiciele władzy, zmartwieni destruktywnym wpływam nazistowskiej ideologi na - być może - bardzo młode jeszcze umysły które mogą po nią sięgnąć. Mam wrażenie, że owi przedstawiciele, książki tej nie przeczytali. Osobiście uważem, że trzeba być prawdziwym sympatykiem faszystowskiej ideologii, aby ją przeczytać... i nie zasnąć po lekturze kilku stron pseudofilozoficznych wynurzeń Hitlera. Sam z trudem przedarłem się przez treść, i nie wyobrażam siebie, aby jakiś dzieciak, mając do wyboru "Mein Kampf" i "Harry Pottera" z własnej, nieprzymuszonej woli sięgnął po tą pierwszą, przeczytał od deski do deski i jeszcze został nazistą.

Oczywiście, zawsze może wystąpić sytuacja, że jakiś łysy pan w glanach zachce uzupełnić swoją domową biblioteczkę o egzemplarz "dzieła" swojego idola. I dostanie ją. Ściągnie z internetu, skseruje od kumpla etc. Zakaz publikacji jest tak samo skuteczny, jak niedawna prohibicja z okazji przyjazdu papieża - normalny człowiek piwa nie mógł kupić, ale lumpy nie miały problemu ze zdobyciem taniego wina...

Działania prokuratora pozbawione są najmniejszego sensu, bo jaki sens jest w w karaniu wydawcy książki która propaguje ustrój totalitarny, kiedy bez większego problemu można dostać dzieła Lenina, kiedy po ulicach chodzą dzieciaki dumnie prezentujące na koszulkach wizerunek Ernesto "Che" Guevary albo sierpa i młota?

Śledząc kolejne procesy związane z książką Adolfa Hitlera, nasuwa się oczywista obawa o cenzurę. Jeśli dzisiaj nie można wydać kontrowersyjnej książki faszystowskiego dyktatora, to czy za chwilę nie okaże się, że problemy będzie miał Jabłoński, Nietzsche czy inni autorzy, których książki nie wpisują się ramki światopoglądu obecnej władzy?

Nie wydaje mi się aby jakakolwiek władza w Polsce mogła bezpośrednio kontrolować przepływ informacji. Niestety nasi włodarze mają spory arsenał argumentów za pomocą których mogą wpływać właścicieli wydawnictw. Wystarczy przecież comiesięczna kontrola Urzędu Skarbowego, aby oduczyć przedsiębiorcę wydawania niewygodnych władzy książek.

wtorek, 28 sierpnia 2007

Cytat

Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz określonych nawyków myślowych. (..) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszakże tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. (..) Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu.

Henry Louis Mencken

poniedziałek, 27 sierpnia 2007

Lech Wojtewski

Kim jest Lech Wojtewski? Zapewne wie o nim niewielu. Ale wystarczy wpisać w wyszukiwarkę to imię i nazwisko, aby dowiedzieć się czegoś więcej.

http://www.google.pl/search?q=lech.wojtewski

Popatrzmy na wyniki. Na chwilę, kiedy piszę ten tekst tylko dwa pierwsze wyniki prowadzą do polskich stron. Pozostałe są już obcojęzyczne. Co jeszcze ciekawsze, te teksty po polsku odnoszą się do doniesień z innych już nie polskich serwisów. Zastanawia mnie to mocno. Dlaczego polskie media ignorują temat, podczas kiedy internet wręcz o tym huczy.

Ale może napiszę o co w ogóle chodzi.

Tak więc, Lech Wojtewski jest homoseksualistą. Pewnego dnie poszedł do lekarza - dermatologa. Ten wskazał mu adres innego lekarza, jako bardziej nadającego dla niego. Okazało się, że pod podanym adresem znajduje się przychodnia weterynaryjna.

Faktem jest, że historia jest krótka i mało precyzyjna. Nie wiadomo, na przykład, skąd dermatolog wiedział o orientacji seksualnej p. Wojtewskiego. Przydałby się, jakiś solidny tekst przybliżający to co mu się przydarzyło.

Ale co innego mnie bulwersuje. Cała sytuacja jest oburzająca. I powinna zostać wyjaśniona. Dziwi mnie milczenie mediów. Zapewne zaczną mówić cokolwiek, kiedy Polska ponownie przegra jakąś sprawę w Strasburgu.

poniedziałek, 13 sierpnia 2007

Mały cytat

Przedruk artykułu Süddeutsche Zeitung na Onecie,

link: http://wiadomosci.onet.pl/1431042,2677,1,0,1,kioskart.html?drukuj=1

(...)w Polsce minister sprawiedliwości jest jednocześnie prokuratorem generalnym i w ten sposób najwyższym przełożonym przedstawicieli organów ścigania w całym kraju; wszyscy prokuratorzy są w jego dyspozycji. Taka sytuacja nie występuje w żadnym innym państwie UE, podobnie jak byłoby nie do pomyślenia wykorzystywanie urzędników państwowych do prowokacji przeciwko politycznym oponentom(...)

 

Pranie mózgu

Umysł dziecka jest jak plastyczna masa. Odciska się na nim wszystko z czym się zetknie. Zdane całkowicie na swoich rodziców, ufa im bezgranicznie. Mając do wyboru logiczne myślenie, a "prawdę" przekazaną przez opiekunów. Wybierze tę drugą.

Weźmy jedną z najpopularniejszych bajd  wbijanych  dzieciom - Świętego Mikołaja. Ogromna rzesza kilkulatków w nabożnym oczekiwaniu na wyśnionego doręczyciela prezentów spędza przedświąteczne dni i noce. Po kilku latach dziecko zaczyna dostrzegać rysy w swoim myśleniu. Zeznania dorosłych na temat brodacza są dziwnie niespójne, na kilka dni przed świętami taszczą oni jakieś pakunki, które później zmyślnie chowają, a każdą wizytę Pana W Czerwonym poprzedza wyjście pod bzdurnym pretekstem wujka Mietka.

Dziecko samo odrzuci wiarę w mitycznego Święto Mikołaja. Chociaż przez kilka lat święcie w niego wierzy, to później wyczuje jej śmieszność. Zobaczy, że tak naprawdę nikt poza nim nie uznaje istnienia tego sympatycznego grubasa.

Zmieńmy teraz trochę sytuację. Opowiedzmy dziecku o bogu, który jest jednocześnie trzema bogami. Opowiedzmy o jednej z tych bożych instancji, która stała się człowiekiem, zmarła i zmartwychwstała.

Dziecko uwierzy. Uwierzy we wszystko, co mu powiemy. Ludzie wierzyli nie w takie rzeczy. Ugniatamy tylko plastyczną masę jego umysłu, nie rwiemy go na strzępy. Dziecko widzi, że sporo ludzi wierzy w to samo. Tego, że są także ludzie, którzy wiary nie podzielają, dowie się wiele lat później. Najczęściej będzie już za późno, aby zobaczyło pustkę kryjącą się na wielkimi słowami.

Ktoś zapyta: No dobra, i co z tego? Po co mi tu wciskasz rzeczy oczywiste?

Odpowiedź brzmi - Zdenerwowałem się.

Niedawno podczas rozmowy ze znajomą, która pracuje w publicznym przedszkolu, dowiedziałem się, że regularnie przychodzi tam katechetka i naucza kilkuletnie dzieci. Obok nauki podstawowych liter i cyfr, rzeczy jak najbardziej przydatnej, odbywa się cichy gwałt na dziecięcych umysłach. Zamach na ich niezależność umysłową.

Zaraz ktoś zaprotestuje. Powie - to wybór rodziców. Że wystarczy porozmawiać z personelem przedszkola, a dziecko na czas katechezy będzie wyprowadzane do innego pomieszczenia.

Myślę, że większość osób wie co czuje kilkulatek który nagle i niezrozumiale odseparowany od swoich rówieśników. Rodzić ma do wyboru, albo zgrzytając zębami pogodzić się z sytuacją, albo narazić dziecko na niezrozumiały dla niego grupowy ostracyzm.

Niewesoła, przyznam, zarysowała mi się przed oczami wizja. Szczęśliwie, wiele wskazuje na to, że jest ona nieco zbyt apokaliptyczna.
Ostatnio pojawiła się na stronach Racjonalisty "Internetowa Lista Ateistów i Agnostyków". Link. Wpisują się tam setki ludzi, którzy podobnie jak znaczna większość Polaków została poddana indoktrynacji w wczesnych latach swojego życia. Te setki jednak zachowały niezależność umysłu, i otwarcie deklarują swoją niewiarę.

To bardzo pocieszające.


środa, 25 lipca 2007

"Pielgrzym"

Z narastającą odrazą obserwuję medialno-polityczne zamieszanie wokół tragedii pasażerów autobusu, który wypadł z górskiej drogi we Francji.

Współczuję poszkodowanym, współczuję ich rodzinom. Bez wątpienia należy im się wszelka pomoc, jaką Państwo może ich zaoferować.

Jest tylko jedno "ale". Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że nie każdy obywatel Polski, taką pomoc by otrzymał w takiej sytuacji. W komentarzach na "Onecie", ktoś retorycznie zapytał, czy żałoba narodowa zostałaby ogłoszona, gdyby w autobusie znajdowali się nie pielgrzymi, ale ludzie wracający np. z "Parady Równości". Ja śmiem wątpić. Wątpię także, że rodziny hipotetycznie poszkodowanych otrzymałyby po 100 tys. zł.

Uważam, że przyznawanie pieniędzy poszkodowanym i ich rodzinom nie jest w porządku wobec innych ofiar i ich rodzin. Daleko nie szukając, kilka dni wcześniej w Bieszczadach rozbił się prywatny samolot. Zginęło kilkoro dorosłych oraz dziecko. I nie słyszałem, aby ktokolwiek proponował ich rodzinom jakiekolwiek pieniądze.

Każda śmierć to tragedia. A śmierć 26 osób, to wydarzenie straszne. Ale, codziennie na polskich drogach ginie taka, lub nawet większa ilość ludzi. I nie ma narodowej żałoby, nie ma pieniędzy dla rodzin. Ot, stało się...

Czym zatem, pytam się, "pielgrzym" różni się od "Kowalskiego"?

czwartek, 12 lipca 2007

Ostatni bastion oblężony?

Cud. Podstawa chyba każdej religii. Cóż to za religia, która twierdzi, że skoro bóg, którego ona reprezentuje stworzył świat taki jakim go widzimy, to jest on (świat) doskonały i łamanie praw jakimi się rządzi jest po prostu nielogiczne. Bóg musi robić cuda i basta!

W chrześcijańskiej mitologii cudów i cudotwórców znajdziemy bez liku. O, tu kogoś wskrzesili, tam ktoś cofnął morze, tam ktoś zmartwychwstał. O cudownych uzdrowieniach nie warto nawet wspominać wobec innych, nieporównywalnie bardziej spektakularnych przykładach boskiej interwencji.

Czytając o tych wszystkich zdarzeniach, zastanowić się trzeba, dlaczego nic takiego nie dzieje się teraz. Nikt nikogo nie wskrzesza, nikt morza nie cofa, nie mnoży żywności etc. etc. Jedynym rodzajem cudu jaki obecnie można obserwować jest owo cudowne uzdrowienie. Uzdrowienie, którego inicjatorem jest taki lub inny " święty" mąż (lub niewiasta).

Cóż, wydaje mi się, że problem ten jest niezwykle prosty. Słowo-klucz to "weryfikowalność". Szczęśliwie żyjemy w takich czasach, kiedy nie wystarczy napisać książki o cudach, żeby miliony ludzi uwierzyło w nadprzyrodzone moce. Ktoś powie, że cofnął morze? Poprosimy o zapis z kamery. Wskrzeszenie? Akt zgonu, rozmowa z lekarzem który zgon stwierdził, w końcu wywiad z samym zmartwychwstałym. I tak dalej, i tak dalej.

Dotychczas problemem dla nauki były akty niby niewytłumaczalnego samouleczenia. Pole idealne dla różnego rodzaju religii.
Ukryte możliwości ludzkiego mózgu, to co potrafi on dokonać, jeśli jego właściciel został odpowiednio zmotywowany, to nie jest temat który łatwo poddaje się badaniom. Ale szczęśliwie, takie badania są prowadzone. I mam nadzieję, wkrótce rozwieją one fantazje o dobrotliwym staruszku w niebiosach, który decyduje kogo dziś uzdrowimy, a kto pójdzie do piachu.

Jedna myśl mnie zastanawia. Jeśli "cudowne" uzdrowienia, przestaną być cudowne. To wg jakiego kryterium będą rozliczani kandydaci na świętych?

Link do artykułu, który mnie zainspirował to napisania tego tekstu:

http://wiadomosci.onet.pl/1423501,242,2,kioskart.html?drukuj=1#

10 lat za krowę

Władze położonego na północy Indii stanu Uttarakhand wprowadziły karę do 10 lat więzienia dla osoby winnej zabicia krowy - świętego zwierzęcia w hinduizmie - poinformował dziennik "The Hindu".

Tu święta krowa, tam święty kamień, święty budynek. A stary Wolter leży w grobie i łapie się za głowę.

 

A Ty, czy Ty jesteś satanistą?

Niestrudzony demaskator Złego Ryszard Nowak ponownie na tropie.

Pan Ryszard obdarzony został cudownymi nieomalże mocami. Jest w stanie, na podstawie niby to nic nie znaczących drobiazgów ,określić czy dana osoba jest wyznawcą szatana, czy też nie. Zapewne wiele lat jeszcze mógł ukrywać Jurek Owsiak, ten wilk w owczej skórze, swoje mroczne sympatie, gdyby nie spoczęło na nim czujne oko dzielnego naszego strażnika jedynej wiary. Które to oko bezbłędnie zinterpretowało nerwowe ruchy pomysłodawcy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, jako właściwe dla satanisty!  Not this time nancy boy!

Bezwstydna zbieranina ekologów, filozofów i ekologów (fuj!) długo jeszcze mogliby zbierać się w Mysłowickim domu kultury aby propagować swoje sekciarskie idee, gdyby nie chwalebna inicjatywa naszego bohatera, który zainicjowawszy akcję "Lato bez sekt", walnie przyczynił się do przegonienia sekciarskiego plugastwa. Aż serce rośnie, kiedy widzę oczyma wyobraźni umykających sekciarzy przed zwartą formacją ochotników, wolontariuszy wolności, którzy uzbrojeni jeno w serca czyste, z czołem podniesionem,  wzrokiem niezłomnem strachem panicznem Złego sługusów napawają. Widzę mocne, spracowane dłonie, które w słusznym zapale zatrzymania zła chwyciły za to co było pod ręką: kamień, kij, łańcuch czy oliwną gałązkę.

Pamiętając o nieocenionych zasługach Ryszarda Nowaka, z właściwą atencją należy podejść do nowej jego akcji. A jest to lista zakamuflowanych satanistów, którzy pod pozorem serwowania muzycznej rozrywki faszerują niewinne umysły naszych dziatek brudem satanistycznej propagandy.
Wiadomym jest, że na zgniłym zachodzie Szatan promowany jest praktycznie każdą nutą, wydawałoby się, że w kraju nad Wisłą gdzie katolików jest ponad 90% takiej moralnej zgnilizny nie uświadczymy. Nic z tego! Pan Ryszard uświadamia nam że i nasz kraj nie jest wolny od sługusów Złego i nieomylnie wskazuje Trubadurów, Myslovitz oraz Jana Borysewicza, jako zakamuflowanych piewców Szatana!

Pamiętajmy więc o wysiłku Sz. P. Nowaka, który w pocie czoła, naraziwszy pierś swą mężną na zaciekłe ataki sympatyków sekt i przeciwników Kościoła, niezłomnie tępi Złego wszelkie działania. Pochylmy czoła nad jego znojem!

Linki:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ryszard_Nowak_(polityk_Unii_Pracy)
http://przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1976&Itemid=48&limit=1&limitstart=0
http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=kultura&name=260
http://wiadomosci.wp.pl/kat,38214,wid,9013158,wiadomosc.html?P%5Bpage%5D=1

wtorek, 10 lipca 2007

Zjazd egzorcystów w Częstochowie

Wirtualna Polska donosi, że do Częstochowy zjechali się egzorcyści z całego świata.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,9009559,wiadomosc.html


Sądząc po lekturze tekstów dotyczących opętania i wyganiania demonów z umysłu opętanych, to ateista jest wręcz idealnym obiektem dla takiego złego ducha. Na msze nie chodzi, ani się nie modli, nie spowiada , nie przyjmuje żadnych sakramentów. Słowem, żadnej duchowej profilaktyki nie stosuje.

Z drugiej strony, taki opętany ateusz, to idealny obiekt dla kościelnej propagandy. Patrzcie owieczki - można powiedzieć - do czego prowadzi bezbożny żywot, patrzcie i wyciągajcie wnioski. Dlaczego więc nie słychać o opętanych ateistach?

W Czechach, gdzie ogromna większość obywateli jest niewierząca, a na terenie stacjonuje jedynie garstka przedstawicieli Kościoła Rzymsko-Katolickiego, powinien odbywać się wysyp opętań. A ta mizerna gromadka katolickich pasterzy, nie powinna nic robić, tylko egzorcyzmować.

Kiedyś przeczytałem, że w Polsce jest za mało egzorcystów, że potrzeba jest ich więcej. Nie mam wątpliwości, ze jeden egzorcysta przypada na większa gromadę obywateli w Czechach niż w Polsce. Dlaczego tak myślę? Bo kleru jest tam nieporównywalnie mniej niż u nas.

Do czego zmierzam. Mniejsza religijność społeczeństwa = mniej kleru = mniej egzorcystów = mniej opętań. Jakoś nie słychać, aby czescy psychiatrzy zmagali się nawałem zagadkowych przypadków.

W Polsce sytuacja jest dokładnie odwrotna.

Jaki wniosek?