piątek, 18 maja 2007

Aborcyjne absurdy

W Hiszpanii 25 tys. ludzi podpisało żądanie dla siebie ekskomuniki od Kościoła na wiadomość o tym, że w Nikaragui Kardynał Miguel Obando y Bravo ogłosił ekskomunikę osób zaangażowanych w usuwanie ciąży u 9 letniej dziewczyny. Sygnatariusze popierają aborcję w takim przypadku i chcą sprowokować Kościół albo do usprawiedliwienia jej, albo do ekskomunikowania tych, co ją popierają. (The Catholic World Report IV.03). Według prawa kanonicznego (kan. 1398) „Kto powoduje przerwanie ciąży, po zaistnieniu skutku, podlega ekskomunice wiążącej mocą samego prawa"

Cytat ze strony (tfu!) giertych.pl

A teraz moje 3 grosze.

Ciekawe prawda? Zgwałcona (chyba co do tego nikt nie ma wątpliwości?, chociaż Mahomet podobno miał w podobny wieku żonę, a pisma jakoś nie wspominają o oporze dziecka przed spełnianiem "obowiązków" małżeńskich) dziewczynka MUSI urodzić dziecko. Mimo, że jest to niebezpieczne dla jej zdrowia fizycznego i psychicznego. Dziecko, którego przeżycia są potworne - przekształciło się z ofiary, na pojemnik na nowe dziecko. Nie można złagodzić (zmazać ich i tak się nie da) wspomnień tej 9-latki, nie można przekreślić, powiedzieć - od tej chwili zakończyło się wszystko co wiąże się z tym wydarzeniem - żyj od nowa. Nie. Życie tego dziecka, jego kondycja fizyczna i psychiczna przestały mieć teraz znaczenie. Teraz jest ciąży - uświęconym stanie, co z tego , że to dziecko wcale tego stanu nie chciało doświadczać, co z tego, że "uświęcenie" dokonało się bez żadnych mistycznych przeżyć, wykonane przez ślepego na cierpienie 9-letniej dziewczynki psychopatę.

Dziecko najwyraźniej nie rozumie, jaka życiowa na nią czeka szansa. Jeśli ciążę donosi, a podczas porodu umrze, to ani chybi trafi na ołtarze! Będzie przykładem, dla innych zgwałconych dzieci.

czwartek, 17 maja 2007

Ze słów B16

Wierzycie w Boga, który jest miłością: to jest wasza siła, radość, której nikt nigdy nie może wam odebrać, pokój, który Chrystus zwyciężył dla was swoim krzyżem. To jest wiara, która uczyniła z Ameryki "kontynent nadziei".

Nie polityczna ideologia, nie ruch społeczny, nie system ekonomiczny, ale wiara w Boga - który jest miłością, który stał się ciałem i wzrósł w Jezusie Chrystusie - jest autentyczną podstawą dla tej nadziei, która przyniosła tak wspaniałe żniwa od czasów pierwszej ewangelizacji aż do dzisiaj, o czym świadczą zastępy świętych i błogosławionych, które wyniósł Duch Święty na całym kontynencie

Indianie już zaprotestowali przeciwko temu co powiedział B16. Jak można przeczytać:

Luis Evelis Andrade, dyrektor Krajowej Organizacji Ludów Tubylczych Kolumbii, oświadczył, że "zaprzeczanie, iż religia katolicka była wykorzystywana do panowania nad miejscowymi ludami, oznacza chęć zaciemniania historii". "Jako narody autochtoniczne, a także jako wierzący, nie możemy zgodzić się z tym, że Kościół odrzuca swoją odpowiedzialność za zniszczenie naszej tożsamości i naszej kultury" 

Wprost nikt nie powie, że nie było masakrowania indian. Ale też słowem o masakrach nikt nie wspomni. Może jak będą udawali, że tego nie było, to wszyscy w to uwierzą?

Swoją drogą miałem niezły ubaw słuchają tych wszystkich frazesów o "religii miłości", z ust przedstawiciela organizacji która uczestniczyła a okrutnych mordach na tubylcach.

Cenzura?

Jak donosi Nowa Trybuna Opolska, przed festiwalem w Opolu satyrykom
sugerowano, aby nie mówili nic o polityce. W skutek tego, duża część
artystów zrezygnowała z występu.

Stare wraca??

http://wiadomosci.wp.pl/kat,17771,wid,8865824,wiadomosc.html

poniedziałek, 23 kwietnia 2007

Książka popularno-naukowa

Słyszałem w radiu, że nowa książka Benedykta XVI pod tytułem "Jezus z Nazaretu", jest hitem w kategorii "książki popularno-naukowe". Szukałem w internecie potwierdzenia, innego źródła takiej informacji, ale nie znalazłem. Znalazłem za to coś innego.

http://czytelnia.onet.pl/0,1519994,0,0,0,polska_prezentacja_ksiazki_benedykta_xvi,wiadomosci.html

Uczestniczący w prezentacji kierownik Polskiej Sekcji Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej, ks. prałat Paweł Ptasznik podkreślił, że książka ta jest "osobistym studium Benedykta XVI, ale na użytek innych". Dodał, że jest ona dostępna dla wszystkich i "nie ma wrażenia dzieła naukowego".

Jak rozumiem, ks. Prałat Paweł Ptasznik, zachwala dzieło obecnego papieża, jako książkę dostępną dla każdego. Co oczywiście nie umniejsza jego "naukowości".

Czy tylko nieliczni czują tu przenikliwy smrodek hipokryzji? Zaprzęgnięto naukę do badań nad zagadnieniem, które naukowe wcale nie jest. Przeprowadzane są "naukowe" badania nad życiem człowieka, którego istnienie nie nawet zostało naukowo dowiedzione, człowiekiem, o którym mówi tylko JEDNA książka. I to książka która była wielokrotnie redagowana, cenzurowana, tłumaczona etc. Dla Watykanu nauka zaczyna się od pewnego momentu. Po zaakceptowaniu dogmatów. Niech tylko ktoś spróbuje obalić te dogmaty, to rozlegnie się histeryczny ryk okrzykujący obrazę uczuć religijnych.

Mówiąc "nauka" nawet jeśli jest to pseudonauka, wierzący sprytnie uwiarygodniają swoje poglądy. Mówią, wiara nie jest sprzeczna z nauką. Jest jej uzupełnieniem. Odpowiedzią na te pytania, na które nauka jeszcze nie potrafi odpowiedzieć.

Trzeba jasno powiedzieć, że taki "badania" mają tyle wspólnego z nauką co "pierścień Atlantów", "pole morfogenetyczne" i inne wynalazki ludzi szukających swoich sposobów na zrozumienie świata.

środa, 18 kwietnia 2007

Naród - zbiorowisko idiotów

Po co jakiejś grupie ludzie, których łączy jeden język, kultura, obyczaje państwo? Można by przytoczyć bez liku definicji państwowości. W tym przypadku wydaje mi się, że właściwą jest: instytucja powstała w celu reprezentacji interesów narodu. Wiadomo, że każdy, a przynajmniej ogromna większość ludzi chce czuć się bezpiecznie. Nie każdy za to ma predyspozycje, żeby wziąć do własnej ręki pałkę i dyscyplinować za jej pomocą niesfornych sąsiadów. W celu pilnowania porządku powołano więc policję. Inne instytucje państwa bronią interesu obywatela w innych sferach.

Układ wydawałoby się idealny. Obywatel, łożący na utrzymanie instytucji w formie podatków, otrzymuje za to opiekę tej instytucji. Dzięki czemu, nie musi być wojownikiem zdolnym do obrony swojej rodziny, nie musi być prawnikiem, czy kimkolwiek innym. Jedyne co powinien robić, to regularnie płacić podatki.

Niestety między ideałem, a rzeczywistością (jak zwykle zresztą) widoczny jest rozdźwięk.

Człowiek (a jego podgatunek - polityk - szczególnie), niestety jest zawodną maszyną. Otrzymawszy władzę, ego tegoż rośnie w takim stopniu, że niezwykle takiemu osobnikowi trudno pogodzić się z faktem, że istnieją ludzie, którzy mają zupełnie inne poglądy. A ona sam jest tylko od tego, aby sprawić, aby tymże ludziom żyło się lepiej. Celem takiego władcy o wybujałym poczuciu własnej nieomylności , jest sprawić, żeby wszyscy myśleli wg jedynej słusznej reguły - jego reguły.

I oto z instytucji, która miała reprezentować obywatela, troszczyć się o jego dobro, otrzymaliśmy zbiegowisko megalomanów, których misją nie jest dopasować materię do obywatela, oni starają się przepoczwarzyć obywatela, aby ten pasował do ich koncepcji świata. Owi megalomani sami stawiający się w roli animatorów myśli narodu, nakazami i zakazami starają się kreować "ja" obywatela.

Kilka przykładów:

Przy okazji wizytacji w Polsce papieża Benedykta XVI, na terenie województwa mazowieckiego obowiązywał zakaz sprzedaży alkoholu. Wydawałoby się, że osoba, która odbierze wizytę zwierzchnika Kościoła Katolickiego jako ważne wydarzenie duchowe, powstrzyma się od spożywania mocnych trunków. Natomiast, cała reszta, których ta wizyta ani ziębi ani grzeje, jeśli mają ochotę, to mogą się raczyć gorzałą ile dusza zapragnie. Wydawałoby się....

Przykład dużego kalibru - eutanazja. Logicznym wydaje się, że prawo do decydowania o własnym życiu i śmierci należy tylko i wyłącznie do samego zainteresowanego. Błąd! Władcy mają na to inny pogląd. W związku z ich przekonaniami, w tym przypadku ich światopogląd jest ponad światopoglądem obywatela.

Słabszy przykład. Zakaz handlu w niedzielę. Podyktowany oczywistą troską (związaną z katolickim światopoglądem dyrygentów włądzy) o duchowe życie obywatela. Oczywista - myśl, że ktoś może nie podzielać takich poglądów jest zbyt abstrakcyjna - aby mogła przyjść do głowy. Zakaz ten jest tak głupi, że sam nie wiem, z jakiej strony zacząć z niego drwiny. Mógłbym się przyczepić, że gdyby Polacy potępiali pracę w niedzielę, to mogliby zbojkotować wszelkie instytucje jakie śmią być w ten dzień pozostawać otwarte. Mógłbym wytknąć, że przy obecnym stanie rynku pracy, kiedy markety same zachęcają do zatrudnienia się u nich, gorliwy katolik mógłby wybrać pracę, które nie koliduje z jego przekonaniami. Gdzie tam! Choćby czcił szatana, a niedziela kojarzyła mu się tylko z kolejno wychylanymi kilkunastoma piwami, dzień święty będzie święcił!

Dzisiaj przeczytałem, że Liga Polskich Rodzin chce zakazać rozwodów. I ponownie - grupie fundamentalistów wydaje się, że są mądrzejsi od innych, że to oni mają wyłączność na słuszne poglądy. Reszta albo się ukorzy dobrowolnie, albo zmusi się ich paragrafami.

Długi jeszcze mógłbym wyliczać przykłady, tylko po co? Dla władzy jesteśmy bandą idiotów, niedorozwiniętych dzieci, z którymi się nie rozmawia. Którym mówi się, co mają myśleć, co czuć. Kim być. Jak żyć.

sobota, 14 kwietnia 2007

Ciekawy artykuł w "Wyborczej"

Znalazłem ciekawy artykuł na stronie Gazety Wyborczej.
Warto przeczytać, jak organizacje związane z Kościołem Katolickim "pomagają" homoseksualistom wyjść z "grzechu"

http://www.gazetawyborcza.pl/1,75480,3407056.html



czwartek, 12 kwietnia 2007

Międzynarodowy Dzień Lotnictwa i Kosmonautyki

Dzisiaj, 12 kwietnia obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Lotnictwa i Kosmonautyki. Jest to tak naprawdę dzień triumfu nauki. Bo to dzięki nauce, naukowemu podejściu, badaniom otaczającego nas świata oderwaliśmy się od ziemi, wylądowaliśmy na Księżycu. Tego nie zawdzięczamy religii. Wręcz przeciwnie. Zapewne gdyby nie wieki terroru Kościoła Katolickiego, tępiącego jakąkolwiek wolną myśl, dzisiaj latalibyśmy między gwiazdami.

Ale co się odwlecze, to nie uciecze.