Wirtualna Polska donosi, że do Częstochowy zjechali się egzorcyści z całego świata.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,9009559,wiadomosc.html
Sądząc po lekturze tekstów dotyczących opętania i wyganiania demonów z umysłu opętanych, to ateista jest wręcz idealnym obiektem dla takiego złego ducha. Na msze nie chodzi, ani się nie modli, nie spowiada , nie przyjmuje żadnych sakramentów. Słowem, żadnej duchowej profilaktyki nie stosuje.
Z drugiej strony, taki opętany ateusz, to idealny obiekt dla kościelnej propagandy. Patrzcie owieczki - można powiedzieć - do czego prowadzi bezbożny żywot, patrzcie i wyciągajcie wnioski. Dlaczego więc nie słychać o opętanych ateistach?
W Czechach, gdzie ogromna większość obywateli jest niewierząca, a na terenie stacjonuje jedynie garstka przedstawicieli Kościoła Rzymsko-Katolickiego, powinien odbywać się wysyp opętań. A ta mizerna gromadka katolickich pasterzy, nie powinna nic robić, tylko egzorcyzmować.
Kiedyś przeczytałem, że w Polsce jest za mało egzorcystów, że potrzeba jest ich więcej. Nie mam wątpliwości, ze jeden egzorcysta przypada na większa gromadę obywateli w Czechach niż w Polsce. Dlaczego tak myślę? Bo kleru jest tam nieporównywalnie mniej niż u nas.
Do czego zmierzam. Mniejsza religijność społeczeństwa = mniej kleru = mniej egzorcystów = mniej opętań. Jakoś nie słychać, aby czescy psychiatrzy zmagali się nawałem zagadkowych przypadków.
W Polsce sytuacja jest dokładnie odwrotna.
Jaki wniosek?
wtorek, 10 lipca 2007
poniedziałek, 9 lipca 2007
Lepper zdymisjonowany
No proszę, chyba nikt nie spodziewał się takiego ruchu ze strony braci
Kaczyńskich. Wielu internautów, w tym i ja, widzi w tym zimną
kalkulację Jarosława Kaczyńskiego - zasłonę dymną mającą przykryć
aferę z taśmami o. Rydzyka.
Kaczyńskich. Wielu internautów, w tym i ja, widzi w tym zimną
kalkulację Jarosława Kaczyńskiego - zasłonę dymną mającą przykryć
aferę z taśmami o. Rydzyka.
Kaczyńscy zdają sobie sprawę, że bez poparcia redemptorysty, w
przypadku wyborów niewiele osiągną. Przyciskani przez dziennikarzy,
albo stracą twarz wobec wyborców bagatelizując słowa Rydzyka, albo
podpadną toruńskiemu padre, ten zakrzyknie przez swoją radiomaryjną
tubę i słupki poparcia polecą w dół.
Wymyślono więc aferę, która jest idealna. Pozostawia wiele miejsca na
spekulacje i domysły. Będzie wiele kontrowersji, konferencji. I przy
odrobinie szczęścia media zapomną o taśmach z Torunia.
Najbliższe dni pokażą czy mam rację...
poniedziałek, 18 czerwca 2007
Antyklerykalny fanatyzm
Pisałem już o różnych przedstawicielach kleru. Zwykle moje pisanie miało kontekst negatywny. Nie mam wątpliwości, że pośród przedstawicieli tak zwanego "stanu duchownego", znajdują się wartościowi i dobrzy ludzie. Choć przyznaję, nie pamiętam abym cokolwiek o nich pisał. (No, może było parę słów o prof. Obirku). Czas napisać kilka słów o człowieku który znajduje się po przeciwnej stronie barykady - o antyklerykale, który nie jest ani wartościowy ani dobry.
Gazeta Wyborcza: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,4228203.html
Uważam, że to co zrobił ten człowiek jest ZŁE. Uważam tak z kilku powodów.
Po pierwsze. Zwiedziłem spory kawałek południowo-wschodniej Polski. Znajduje się tam wiele cerkwi, cerkiewek i cerkwisk. Są to miejsca niezwykle piękne, spokojne i urokliwe. Fakt - ludzie czcili, lub nadal czczą tam byty których istnienie odrzucam. Ale nawet jeśli pominę mistyczny charakter tych miejsc, to nadal pozostaje nienaruszony ich urok i piękno. Za niedopuszczalne uważam niszczenie jakichkolwiek obiektów, zwłaszcza zabytkowych.
Po drugie. Wspomniany fundamentalizm. Kiedy myślę o postępku tego człowieka, przychodzi mi na myśl zdarzenie jakie niedawno miało miejsce w Tybecie. Mianowicie władze chińskie zburzyły wielki buddyjski posąg. Mam nadzieję, że żaden antyklerykał, ani ateista nie chce budować takiego porządku jaki można oglądać w Chinach.
Po trzecie. Polska jest krajem sklerykalizowanym. Jeśli warszawiak chce z klerem walczyć - internet jest otwarty. Może o tym pisać, może protestować. Może też wziąć transparent wypisać kilka antyklerykalnych haseł i machać nim przed kościołem, czy Sejmem. Nawet jeśli zostanie aresztowany, to wiele osób będzie go szanowało za odwagę. Ale tchórzliwe podpalenie zasługuje tylko na potępienie. Nie tędy droga.
Po czwarte. Każdy ma prawo do swojego światopoglądu. Jestem ateistą. Mogę rozmawiać z teistą, mogę się z nim nie zgadzać. Ale on MA PRAWO do swoich poglądów, tak samo jak ja mam do swoich. Teista ma prawo do praktykowania swojej wiary, jakkolwiek śmieszna by ona dla niewierzącego nie była. Niewierzący może wyrazić swoje zdanie, wierzący może je zignorować. To nazywa się wolnością słowa i poglądów. Fizyczny atak na budynek, skupiający pewną grupę podobnie myślących ludzi, jest zamachem na ich wolność.
Jestem ateistą, antyklerykałem i liberałem. Zdecydowanie potępiam czyn tego człowieka. Jakiekolwiek protesty, pomysły, idee etc. winny być przekazywane wyłącznie w sposób pozbawiony fizycznej agresji.
Gazeta Wyborcza: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,4228203.html
Patrol policji i Straży Granicznej zatrzymał młodego warszawiaka, który w Muszynie-Złockiem podpalił drewnianą zabytkową cerkiew, pełniącą funkcję kościoła katolickiego.Żaden fundamentalizm nie jest dobry. Ani religijny, ani antyklerykalny (nie wiem, czy wspomniany warszawiak jest ateistą. Zakładam, że jest antyklerykałem, choć równie dobrze może być fanatycznym protestantem, który nienawidzi instytucji Kościoła Katolickiego).
(...)
Mężczyzna przyznał się do popełnienia przestępstwa, uzasadniając podpalenie cerkwi tym, że nie lubi kleru.
Uważam, że to co zrobił ten człowiek jest ZŁE. Uważam tak z kilku powodów.
Po pierwsze. Zwiedziłem spory kawałek południowo-wschodniej Polski. Znajduje się tam wiele cerkwi, cerkiewek i cerkwisk. Są to miejsca niezwykle piękne, spokojne i urokliwe. Fakt - ludzie czcili, lub nadal czczą tam byty których istnienie odrzucam. Ale nawet jeśli pominę mistyczny charakter tych miejsc, to nadal pozostaje nienaruszony ich urok i piękno. Za niedopuszczalne uważam niszczenie jakichkolwiek obiektów, zwłaszcza zabytkowych.
Po drugie. Wspomniany fundamentalizm. Kiedy myślę o postępku tego człowieka, przychodzi mi na myśl zdarzenie jakie niedawno miało miejsce w Tybecie. Mianowicie władze chińskie zburzyły wielki buddyjski posąg. Mam nadzieję, że żaden antyklerykał, ani ateista nie chce budować takiego porządku jaki można oglądać w Chinach.
Po trzecie. Polska jest krajem sklerykalizowanym. Jeśli warszawiak chce z klerem walczyć - internet jest otwarty. Może o tym pisać, może protestować. Może też wziąć transparent wypisać kilka antyklerykalnych haseł i machać nim przed kościołem, czy Sejmem. Nawet jeśli zostanie aresztowany, to wiele osób będzie go szanowało za odwagę. Ale tchórzliwe podpalenie zasługuje tylko na potępienie. Nie tędy droga.
Po czwarte. Każdy ma prawo do swojego światopoglądu. Jestem ateistą. Mogę rozmawiać z teistą, mogę się z nim nie zgadzać. Ale on MA PRAWO do swoich poglądów, tak samo jak ja mam do swoich. Teista ma prawo do praktykowania swojej wiary, jakkolwiek śmieszna by ona dla niewierzącego nie była. Niewierzący może wyrazić swoje zdanie, wierzący może je zignorować. To nazywa się wolnością słowa i poglądów. Fizyczny atak na budynek, skupiający pewną grupę podobnie myślących ludzi, jest zamachem na ich wolność.
Jestem ateistą, antyklerykałem i liberałem. Zdecydowanie potępiam czyn tego człowieka. Jakiekolwiek protesty, pomysły, idee etc. winny być przekazywane wyłącznie w sposób pozbawiony fizycznej agresji.
środa, 13 czerwca 2007
Absurdalny wyrok za obrazę uczuć religijnych
Za www.tvn24.pl
link: http://www.tvn24.pl/-1,1510109,wiadomosc.html
Przeczytałem zarzuty, jakie postawiono nieszczęsnemu informatykowi, i nasunęło mi się pytanie, "No i co z tego?" Co z tego, że ośmieszył on sakramenty święte? Po pierwsze dla niego najwyraźniej nie są to żadne świętości (dla mnie także. Zresztą co to jest świętość?), po drugie czy obowiązkiem każdej osoby publikującej cokolwiek, jest badanie stanu uczuć osób ową publikację odbierających? No i po trzecie, co takiego specjalnego mają w sobie uczucia religijne, że tylko takie podlegają ochronie prawnej, dlaczego prawo nie karze tych którzy wywołują strach, obrzydzenie czy inne uczucia negatywne? Jeśli zdaniem tej osoby, spowiedź jest śmieszna, to czy nie ma prawa wyrazić swojego zdania?
Im więcej o tym myślę, tym większy gniew budzi we mnie ten wyrok. Bo jest to prawnie usankcjonowany kaganiec założony na umysł. Prawny wymóg szacunku. Wymóg godzenia się ze światopoglądem innych. Co gorsza ci "inni" takiego obowiązku nie mają. Mogą mówić, pisać co im się tylko podoba!
W przypadku kiedy ktoś głęboko gardzi jakąkolwiek religią (czyż jako człowiek nie ma takiego prawa?). Kiedy wykazuje on jej śmieszność, brak logiki - niech trzyma się poważnego tonu, skomplikowanego i trudnego słownictwa. W chwili kiedy potraktuje religijne absurdy satyrą, wchodzi na grząski teren. O religii można mówić wszystko, byle poważnie. To kpiny z niej wydobywają pianę na usta jej wyznawców. O czym przekonał się skazany informatyk.
Na stronie z artykułem można obejrzeć jeszcze film. Widać na nim osobę która złożyła doniesienie do prokuratury. Określa się ona jako "kochająca" i wierząca. Specem od religijnych dogmatów nie jestem, ale czy w przypadku obrazy chrześcijanin nie powinien nadstawić drugiego policzka? Wybaczyć błądzącemu heretykowi? Ale pewnie się mylę. Najpewniej jest tak, że każdy przykładny katolik, zaraz po odnotowaniu rany na swoich uczuciach powinien pokłusować w stronę najbliższej prokuratury.
Ale mimo wszystko można odnotować jakiś postęp. Kiedyś Radosław R. zostałby publicznie spalony...
Za obrazę i ośmieszenie uczuć religijnych informatyk Radosław R. ma wspomóc Dom Pomocy Społecznej Zgromadzenia Sióstr Służebniczek NMP w Brzesku, które opiekują się niesprawnymi intelektualnie dziećmi. Zdaniem sędziego, internetowa „Spowiedź On-line" ośmieszała sakramenty święte - wyznania grzechów i eucharystii przez prowokacyjną formę.
link: http://www.tvn24.pl/-1,1510109,wiadomosc.html
Przeczytałem zarzuty, jakie postawiono nieszczęsnemu informatykowi, i nasunęło mi się pytanie, "No i co z tego?" Co z tego, że ośmieszył on sakramenty święte? Po pierwsze dla niego najwyraźniej nie są to żadne świętości (dla mnie także. Zresztą co to jest świętość?), po drugie czy obowiązkiem każdej osoby publikującej cokolwiek, jest badanie stanu uczuć osób ową publikację odbierających? No i po trzecie, co takiego specjalnego mają w sobie uczucia religijne, że tylko takie podlegają ochronie prawnej, dlaczego prawo nie karze tych którzy wywołują strach, obrzydzenie czy inne uczucia negatywne? Jeśli zdaniem tej osoby, spowiedź jest śmieszna, to czy nie ma prawa wyrazić swojego zdania?
Im więcej o tym myślę, tym większy gniew budzi we mnie ten wyrok. Bo jest to prawnie usankcjonowany kaganiec założony na umysł. Prawny wymóg szacunku. Wymóg godzenia się ze światopoglądem innych. Co gorsza ci "inni" takiego obowiązku nie mają. Mogą mówić, pisać co im się tylko podoba!
W przypadku kiedy ktoś głęboko gardzi jakąkolwiek religią (czyż jako człowiek nie ma takiego prawa?). Kiedy wykazuje on jej śmieszność, brak logiki - niech trzyma się poważnego tonu, skomplikowanego i trudnego słownictwa. W chwili kiedy potraktuje religijne absurdy satyrą, wchodzi na grząski teren. O religii można mówić wszystko, byle poważnie. To kpiny z niej wydobywają pianę na usta jej wyznawców. O czym przekonał się skazany informatyk.
Na stronie z artykułem można obejrzeć jeszcze film. Widać na nim osobę która złożyła doniesienie do prokuratury. Określa się ona jako "kochająca" i wierząca. Specem od religijnych dogmatów nie jestem, ale czy w przypadku obrazy chrześcijanin nie powinien nadstawić drugiego policzka? Wybaczyć błądzącemu heretykowi? Ale pewnie się mylę. Najpewniej jest tak, że każdy przykładny katolik, zaraz po odnotowaniu rany na swoich uczuciach powinien pokłusować w stronę najbliższej prokuratury.
Ale mimo wszystko można odnotować jakiś postęp. Kiedyś Radosław R. zostałby publicznie spalony...
IV RP bierze przykład z PRL?
Przeczytałem artykuł który mną wstrząsnął, i to bardzo mocno.
Oto link do tego tekstu:
http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=kraj&name=2932
Cóż mogę do tego dodać... IV RP miałem, mimo wielu wpadek i incydentów, to ciągle za państwo prawa. Okazuje się, że przedstawiciele tegoż, paragrafy mają za nic.
Przerażające to jest. Bez zarzutów, bez powodu, wystarczy pokrewieństwo, lub znajomość z osoba którą władza ma obecnie chęć "utopić". I lądujesz "obywatelu" w areszcie, na wiele, wiele miesięcy. Czy nie jest to paradoks, że przedstawiciele polskich władz pomagali w demokratycznych przemianach na Ukrainie, planują takąż pomoc dla Białorusi, podczas kiedy na naszym podwórku dzieją się rzeczy godne państw totalitarnych?
W takich chwilach naprawdę cieszę się, że jesteśmy członkiem Unii Europejskiej, mimo przerażającej biurokracji tej instytucji, mimo jej socjalistycznych ciągot. To ogromnym plusem jest fakt, że zza granicy ktoś patrzy na brudne ręce naszych polityków.
Oto link do tego tekstu:
http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=kraj&name=2932
Cóż mogę do tego dodać... IV RP miałem, mimo wielu wpadek i incydentów, to ciągle za państwo prawa. Okazuje się, że przedstawiciele tegoż, paragrafy mają za nic.
Przerażające to jest. Bez zarzutów, bez powodu, wystarczy pokrewieństwo, lub znajomość z osoba którą władza ma obecnie chęć "utopić". I lądujesz "obywatelu" w areszcie, na wiele, wiele miesięcy. Czy nie jest to paradoks, że przedstawiciele polskich władz pomagali w demokratycznych przemianach na Ukrainie, planują takąż pomoc dla Białorusi, podczas kiedy na naszym podwórku dzieją się rzeczy godne państw totalitarnych?
W takich chwilach naprawdę cieszę się, że jesteśmy członkiem Unii Europejskiej, mimo przerażającej biurokracji tej instytucji, mimo jej socjalistycznych ciągot. To ogromnym plusem jest fakt, że zza granicy ktoś patrzy na brudne ręce naszych polityków.
wtorek, 12 czerwca 2007
Dlaczego polskie media milczą?
W Rumunii wrze. Odbyła się próba zawieszenia prezydenta. Odbywają się tam wielotysięczne demonstracje. Zmęczeni stylem sprawowania władzy przez polityków ludzie żądają wprowadzenia Jednomandatowych Okręgów Wyborczych i likwidacji Senatu.
Zadziwia mnie śladowa ilość informacji jakich udzielają na temat wydarzeń rumuńskich polskie media. Czyżby obawiali się, że Polacy wyjdą na ulicę z podobnymi postulatami?
Degrengolada klasy politycznej jest podobna. Szkoda, że tylko Rumuni widzą na to lekarstwo.
Zadziwia mnie śladowa ilość informacji jakich udzielają na temat wydarzeń rumuńskich polskie media. Czyżby obawiali się, że Polacy wyjdą na ulicę z podobnymi postulatami?
Degrengolada klasy politycznej jest podobna. Szkoda, że tylko Rumuni widzą na to lekarstwo.
Abp Józef Życiński o "Bogu urojonym" Dawkinsa
Na Onecie, jako przedruk z "Tygodnika Powszechnego" pojawiła się odpowiedź (riposta?) na niedawno wydaną w Polsce książkę Richarda Dawkinsa pt. "Bóg urojony".
Artykuł można znaleźć tu: http://wiadomosci.onet.pl/1417448,240,1,0,1,kioskart.html
Nie lubię czytać polemik ludzi wierzących z ateistami. Szybko nużą mnie argumenty tych pierwszych. Są one zwykle oparte na ich wierze właśnie. Z takimi argumentami nie daje się walczyć w sposób racjonalny, bo nie mają one z racjonalnością nic wspólnego. Dlatego nie ma sensu obnażać ich nielogiczności - wierzący nie zastanawia się nad logiką wiary. Ogromna większość dyskusji między niewierzącym a teistą nie będzie miała rozstrzygnięcia, z powodu zupełnie innego przyjmowania argumentów dyskutanta.
Ale zjechałem trochę z tematu.
Arcybiskup w swoim artykule nie atakuje argumentów Dawkinsa. Jako swoją tarczę wystawia książkę Alistera i Joanny McGrathów pt. "Bóg nie jest urojeniem. Złudzenie Dawkinsa". Książki nie czytałem, nie mogę się do niej odnieść. W swoim tekście polski hierarcha usiłuje wbić Dawkinsowi kilka szpilek.
Na początku, oczywiście bez żadnych argumentów czy przykładów, próbuje zdeprecjonować książkę, wmawiając czytelnikowi, że lektura owszem, porusza - ale tylko laików. Prawdziwi naukowcy na tanie sztuczki nie dają się nabrać. Prosty psychologiczny zabieg - odrzuć treść książki będziesz taki jak mądrzy naukowcy.
Szczególnie zaciekawił mnie jeden fragment tekstu Życińskiego:
Oburzające porównanie? Nie sądzę. Bez większego problemu, po kilku minutach spędzonych z wyszukiwarką mogę znaleźć przedstawicieli Kościoła Katolickiego którzy angażują się politycznie (tu akurat wyszukiwarka nie jest potrzebna, przykładów z własnego podwórka mamy bez liku), czy problemy z prawem, bigamista pewnie też się znajdzie.
A już w zupełne osłupienie wprawił mnie argument abp. Życińskiego o Ronie Hubbarcie, - "szarlatanie propagującym idee niezgodne z wiedzą przyrodniczą". Może ja czegoś nie zrozumiałem, może to jakiś skrót myślowy albo semantyczne nadużycie, ale jakie idee propaguje pierwszy lepszy ksiądz w kościele? Czy zmartwychwstanie, dziewicze poczęcie, potop, kreacja świata w sześć dni nie są niezgodne z aktualną wiedzą przyrodniczą?
Daje się zauważyć, że co inteligentniejsi przedstawiciele Kościoła Katolickiego próbują rozmywać różnice w postrzeganiu świata przez ich religię a niezależną naukę. Takie niedbałe machanie ręką i mówienie: "dajcie spokój, generalnie prawie we wszystkim się zgadzamy", albo próbują przemilczać skrajnie różne stanowiska nauki i religii.
Nie można na to pozwolić. Trzeba demaskować wszelkie tego próby. I to robi Dawkins. Mówi wprost - tego nie da się pogodzić, jakikolwiek związek nauki z religią oznacza kaganiec dla nauki.
Robi to brutalnie, to prawda, ale delikatnością nic się w tej sferze nie zdziała.
Artykuł można znaleźć tu: http://wiadomosci.onet.pl/1417448,240,1,0,1,kioskart.html
Nie lubię czytać polemik ludzi wierzących z ateistami. Szybko nużą mnie argumenty tych pierwszych. Są one zwykle oparte na ich wierze właśnie. Z takimi argumentami nie daje się walczyć w sposób racjonalny, bo nie mają one z racjonalnością nic wspólnego. Dlatego nie ma sensu obnażać ich nielogiczności - wierzący nie zastanawia się nad logiką wiary. Ogromna większość dyskusji między niewierzącym a teistą nie będzie miała rozstrzygnięcia, z powodu zupełnie innego przyjmowania argumentów dyskutanta.
Ale zjechałem trochę z tematu.
Arcybiskup w swoim artykule nie atakuje argumentów Dawkinsa. Jako swoją tarczę wystawia książkę Alistera i Joanny McGrathów pt. "Bóg nie jest urojeniem. Złudzenie Dawkinsa". Książki nie czytałem, nie mogę się do niej odnieść. W swoim tekście polski hierarcha usiłuje wbić Dawkinsowi kilka szpilek.
Na początku, oczywiście bez żadnych argumentów czy przykładów, próbuje zdeprecjonować książkę, wmawiając czytelnikowi, że lektura owszem, porusza - ale tylko laików. Prawdziwi naukowcy na tanie sztuczki nie dają się nabrać. Prosty psychologiczny zabieg - odrzuć treść książki będziesz taki jak mądrzy naukowcy.
Szczególnie zaciekawił mnie jeden fragment tekstu Życińskiego:
Jako grupy dotknięte epidemią powodowaną przez tenże wirus Dawkins wymienia jednym tchem wyznawców wielebnego Moona, scjentologów i siostry zakonne. Pierwszy z wymienionych, Sun Myung Moon, jest znany przede wszystkim z politycznego zaangażowania, bigamii i przestępstw podatkowych; dla Dawkinsa jawi się jednak niemal jako klasyk religijności. Twórca "Kościoła" scjentologów Ron Hubbard jest z kolei powszechnie znany jako szarlatan propagujący idee niezgodne z wiedzą przyrodniczą. Jeśli ktoś, wzorem Dawkinsa, chciałby do tego towarzystwa dołączyć matkę Teresę z Kalkuty lub
św. Franciszka z Asyżu, dałby jedynie dowód ignorancji religijnej.
Oburzające porównanie? Nie sądzę. Bez większego problemu, po kilku minutach spędzonych z wyszukiwarką mogę znaleźć przedstawicieli Kościoła Katolickiego którzy angażują się politycznie (tu akurat wyszukiwarka nie jest potrzebna, przykładów z własnego podwórka mamy bez liku), czy problemy z prawem, bigamista pewnie też się znajdzie.
A już w zupełne osłupienie wprawił mnie argument abp. Życińskiego o Ronie Hubbarcie, - "szarlatanie propagującym idee niezgodne z wiedzą przyrodniczą". Może ja czegoś nie zrozumiałem, może to jakiś skrót myślowy albo semantyczne nadużycie, ale jakie idee propaguje pierwszy lepszy ksiądz w kościele? Czy zmartwychwstanie, dziewicze poczęcie, potop, kreacja świata w sześć dni nie są niezgodne z aktualną wiedzą przyrodniczą?
Daje się zauważyć, że co inteligentniejsi przedstawiciele Kościoła Katolickiego próbują rozmywać różnice w postrzeganiu świata przez ich religię a niezależną naukę. Takie niedbałe machanie ręką i mówienie: "dajcie spokój, generalnie prawie we wszystkim się zgadzamy", albo próbują przemilczać skrajnie różne stanowiska nauki i religii.
Nie można na to pozwolić. Trzeba demaskować wszelkie tego próby. I to robi Dawkins. Mówi wprost - tego nie da się pogodzić, jakikolwiek związek nauki z religią oznacza kaganiec dla nauki.
Robi to brutalnie, to prawda, ale delikatnością nic się w tej sferze nie zdziała.
Subskrybuj:
Posty (Atom)